|
Poison – niemiecka marka rowerów od niedawna zdobywająca polski rynek. Rowery z tej stajni cieszą się coraz większą popularnością wśród polskich bikerów. Kilka modeli doczekało się nawet testów w rodzimej prasie rowerowej i zebrało całkiem niezłe recenzje. Jako że i ja dołączyłem do osób jeżdżących na "truciznach" chciałbym podzielić się swoimi wrażeniami. 
Kiedy w ubiegłym roku podjąłem decyzję o zmianie ramy zaczęły się gorączkowe poszukiwania. Miał być full o skoku w okolicach 150mm, w miarę możliwości lekki i tani, budżetowa maszyna do enduro. Allegro, e-bay, sklepy internetowe i godziny poszukiwań. Przeglądanie precla, różnych forów internetowych, czytanie recenzji na portalach. W końcu wybór padł właśnie na Poisona – rozsądna cena, przyzwoicie wyglądające parametry. Nigdzie nie znalazłem testów tego sprzętu, żadnych recenzji, opisów wrażeń z eksploatacji. Kilka słów na forum Bike Action i nic poza tym. Decyzja zapadła, złożyłem zamówienie u polskiego dystrybutora i po niedługim czasie dostałem ramę. Dziś po przejechaniu ponad 1,5 tyś. km, z tego ok 500km po szlakach Beskidu Żywieckiego, Śląskiego i Sądeckiego, zaliczeniu jazdy w praktycznie każdych warunkach – od zupełnej suszy po błoto sięgające po przysłowiowe osie chciałbym się podzielić wrażeniami.
Budowa Na dobry początek sięgamy do strony producenta w celu zobaczenia geometrii ramy i jej wymiarów.

Rozmiar ramy 40 45 50 Rura podsiodłowa (Center - Top) 400 450 500 Rura górna (poziomo) 570 575 600 Rura sterowa 120 120 130 Linia łańcucha 431 431 431 Kąt główki 68˚ 68˚ 68˚ Kąt rury podsiodłowej 72˚ 72˚ 72˚ Szerokość tylnej piasty 135 135 135 Sztyca 31,6 31,6 31,6 Długość tłumika 190 190 190 Długość widelca 538 538 538
Jak podaje producent rama wykonana została z aluminium 6061 T6. Konstrukcja to typowy czterozawias, akceptujący damper o długości montażowej 190mm i dający skok tyłu od 100 do 150mm. Wahacz akceptuje oponę do 2,5 cala (nie przetestowane, wkładałem 2,35 cala – zostało nieco luzu więc mogę wierzyć producentowi)
Przedni trójkąt Główka ramy wykonana w standardzie 1 1/8 cala, akceptuje tradycyjne stery A-head (niezintegrowane). Ścianki główki są dość grube, całość wygląda naprawdę solidnie.
 Dolna rura przedniego trójkąta jest spawana od góry i dołu. Gdzieś czytałem, że podobno jest wykonana z dwóch prostokątnych profili spawanych razem. Według mnie są to raczej dwa ceowniki z blachy aluminiowej zespawane ze sobą. Kształt każdego z ceowników tylko z nazwy wygląda jak litera „C”. Tak naprawdę dolna rura ma w przekroju aż osiem kątów. Myślę, że dokładniej przedstawią to zdjęcia.

Jak widać przekrój rury nie jest identyczny na całej długości – rura wyraźnie zwęża się przy mufie suportowej i zwiększa średnicę przy główce. Spawy między obiema częściami rury są niezłe, choć można się przyczepić, że nie są położone idealnie. To jednak szczegół, tak się czepiam żeby nie było że będzie tylko na plus.

Górna rura przedniego trójkąta posiada gustowne spłaszczenie w przedniej części (trudno stwierdzić czy to Hydroforming – skłaniałbym się raczej do tłoczenia na zimno). Po zespawaniu z rurą dolną stanowi niezłe podparcie dla główki ramy i naprawdę usztywnia przód konstrukcji. Przy rurze podsiodłowej wspawano wzmocnienie, typowe w tego rodzaju sprzęcie. Rura podsiodłowa nie wymaga właściwie wielkiego opisu. Akceptuje standardową sztyce o średnicy 31,6mm dając pewne podparcie dla tyłka ridera i jednocześnie odpowiednia wytrzymałość. Do rury podsiodłowej przyspawano wsporniki, w których znajduje się oś obrotu ogniwa pośredniczącego (nazywam tak celowo żeby nie było że się ktoś będzie czepiał kiedy nazwę to ogniwem Horsta lub inna nazwą).

Mufa suportowa została wykonana wraz z mocowaniem wahacza jako jeden element. Podobno obróbka CNC maczała tu palce, choć ja bym sobie za to ręki uciąć nie dał. Tym niemniej element wykonany solidnie, oś wahacza pasuje bez zbędnych luzów.

Wahacz
Zacznę od łożysk i miejsca mocowania do przedniego trójkąta. Producent zastosował maszynowe łożyska, oczywiście uszczelniane. Nie ma żadnych przykrywek czy osłon na nie, łożyska są na wierzchu i to troszkę razi. Niby bez problemu mogą tak pracować, w końcu mają własne uszczelniacze ale dodatkowe zabezpieczenie byłoby mile widziane. Pod łożyskami znajdziemy aluminiowe podkładki, wszystko łatwe w montażu i demontażu, bez problemu można serwisować samodzielnie. Od wewnątrz w miejscu połączenia wahacz jest wyfrezowany, i choć samo wykończenie tego miejsca pozostawia nieco do życzenia to wszystko jest spasowane jak powinno i działa zupełnie poprawnie. Dolne rurki wahacza to właściwie prostokątny w przekroju profil, jak u wielu producentów. Grubość tego elementu może nie imponuje, choć porównując do moich wcześniejszych maszyn XC jest minimum dwa razy potężniejszy. Wymiary dolnych rurek wahacza to 17x29mm. Rurki wygięte w kształt litery „S”. Na końcu rurek dolnych kolejny zawias wahacza. Łożyska zostały osadzone w hakach przyspawanych do górnych rurek wahacza. Producent znów wykorzystał uszczelniane maszynówki. Same haki wykonano prawdopodobnie w technice CNC i choć nie ma w ich wyglądzie finezji to na bank są zrobione solidnie. Górne rurki wahacza podobnie jak dolne wykonano z prostokątnego profilu, tym razem bez gięcia i zwieńczono elementem CNC, do którego za pośrednictwem łożysk ślizgowych (zresztą jedynych w całej konstrukcji) zamocowano ogniwo pośredniczące.

Sam element pośredniczący jest dość ażurowy, wykonany na CNC. Obraca się na maszynówkach, oczywiście uszczelnianych. Trzy otwory do montażu dampera zapewniają ramie skok odpowiednio: 100, 125, 150mm (im bliżej ramy zamontowany damper tym większy skok). Właściwie nie ma co więcej o nim pisać, wykonanie jak najbardziej ok, nie ma się do czego przyczepić.

Na koniec należy dodać, że Poison dobrze rozwiązał prowadzenia linek. Rama akceptuje pełne pancerze i jedynie tylna przerzutka doczekała się odsłoniętego kawałka linki na wahaczu (i to akurat w/g mnie złe rozwiązanie). Prowadzenie linek wewnątrz pancerza na całej długości ma niezaprzeczalną zaletę przy jeździe w deszczu i błocie – mniej syfu wewnątrz pancerzy.
Od początku
Zamówiłem ramę w kolorze białym, nie dla lansu czy mody, poprostu taki kolor mi się podobał. Trochę bałem się, że będą kłopoty z utrzymaniem czystości ramy z racji na kolor ale okazuje się, że nie ma żadnych. Lakier nie jest gładki jak w większości rowerów, ale nie jest robiony na mat i bez problemu pozwala się czyścić. Zaraz po wyjęciu ramy z pudła wziąłem się za sprawdzenie elementów. Okazało się, że haki tylnego koła mają nałożoną taką ilość lakieru ze nie da się włożyć koła. Kiedy wreszcie wcisnąłem oś okazało się, że koło nie siedzi idealnie prosto w wahaczu. Chwila zabawy z pilnikiem i po problemie tym niemniej takie wpadki nie powinny się zdarzać. Do całej reszty nie mam żadnych zastrzeżeń.
Jazda
Na początku wspomnę, że Curara jest moim pierwszym fullem, wcześniej jeździłem wyłącznie na HT, fulle tylko okazyjnie, nigdy na dłużej. Rower w zestawieniu podobnym jak u producenta, z damperem powietrznym (DT Swiss SSD210L) i przednim amorem dokładnie identycznym z tym co montuje Poison (Marzocchi All Mountain 2 - 150mm). Przejechane w tym sezonie ok. 1500km po bardzo różnych szlakach. Jeździłem po Beskidach, nie oszczędzając maszyny na zjazdach, nie omijałem podjazdów, również tych trudnych, sporo kilometrów zrobiłem po równinach centralnej Polski, oczywiście szukając jak najbardziej zakręconych tras. Pierwsze, co czuje się po przesiadce z typowego HT (ja akurat z Kony Cinder Cone) to zdecydowanie inna pozycja. Na „truciźnie” siedzi się w pozycji dość wyprostowanej (mam 180cm wzrostu a rozmiar ramy to 45cm, do tego krotki mostek – 6cm i szeroka na 66cm, gięta kiera). Jest zdecydowanie wygodniej niż na HT, nawet długa jazda nie powoduje zmęczenia pleców. Środek ciężkości jest przesunięty daleko w tył, nad tylne koło co napewno spodoba się osobom lubiącym jazdę w dół (kto nie lubi ;))) Producent tak dobrał kąty ramy, że rower prowadzi się bardzo pewnie. Zawieszenie pracuje bardzo efektywnie wykorzystując bez problemu pełnię swoich możliwości. Zgranie dampera z przednim amorem wymagało wycieczki do lasu z pompką i zabawę z ciśnieniami w amorach oraz z tłumieniem ale po zakończeniu ustawień przód znakomicie współgra z tyłem. Ustawienie dampera na 150mm skoku, SAG w granicach 20-25% powoduje wręcz klejenie się tylnego koła do gleby. Oczywiście przy takim ustawieniu nie da się uniknąć bujania przy pedałowaniu (damper bez platformy), ale akurat jest ono na tyle małe, że mnie absolutnie nie przeszkadza. Zasadniczo bujać zaczyna dopiero przy mocnym deptaniu na pedały, jeździe na stojąco itp. Przestawienie dampera na mniejszy skok jest natychmiast zauważalne. Próbowałem zmian na 100 i 125mm i jazdy w tych samych miejscach gdzie wcześniej przejechałem na 150mm. Na odcinkach gdzie przy 150mm jechałem z tyłkiem na siodle przy 125mm musiałem już nieraz stawać na pedały a przy 100mm zdecydowanie udawałem już jazdę jak na HT. Nie ma się co czarować, 150mm skoku z miękko ustawionym damperem to kanapa, przy 100mm juz się tego nie osiągnie choć do jazdy po podmiejskich lasach zazwyczaj więcej nie potrzeba. W zasadzie jedyne co mi przeszkadza to wrażenie, że wahacz jest mało sztywny bocznie. Być może jest to wina dość delikatnych kół a może po prostu ten model faktycznie tak ma (podobne opinie są o niektórych rowerach CMP z bardzo podobnym wahaczem). Podjazdy pokonuje się zdecydowanie trudniej niż na HT, choć na trudnych technicznie odcinkach można docenić zalety fulla. Mając do dyspozycji regulacje skoku z przodu i ewentualna możliwość blokady dampera można w zasadzie wspinać się w naprawdę trudnym terenie. Nie jest może tak efektywnie jak na HT, choć akurat porównanie do sztywnej ramy jest tu nieadekwatne, to w końcu dwie różne bajki. Na zjazdach Curara pokazuje swój pazur. Zawieszenie odwala tutaj bardzo dobrą robotę. Trakcja jest znakomita, tył znakomicie odnajduje się na ukształtowaniu podłoża zmuszając tylne koło do ostrego gryzienia gleby. Beskidzkie szlaki nie stanowią problemu dla tego roweru. Nie próbowałem większych skoków więc o tym nie napiszę ale niewielkie, półmetrowe progi (no może trochę większe ;)) Poison połyka bez problemu. Rower nie jest może demonem zwrotności choć jazda po leśnych ścieżkach między drzewami w zagajnikach nie sprawiała wielkiego problemu. Jedyną sprawą konieczną do opanowania jest praca tułowia podczas skrętów. Markowanie skrętu ciałem daje znakomite efekty, znacznie lepsze niż mocne kręcenie kierownicą.
Serwis
Po zaliczeniu ponad 1500km żadnych usterek nie stwierdziłem. Łożyska są w stanie idealnym, osie też. Wszystko trzyma się jak należy więc nie ma powodów do narzekań. Sama wymiana łożysk nie nastręcza żadnego problemu – wybijamy stare, kupujemy nówki w sklepie, nabijamy i po problemie. Jeśli zajdzie konieczność dorobienia osi to tu również nie będzie kłopotu – każdy ślusarz zrobi ja w kilkanaście minut. Należy dodać, że elementy zamienne można zamówić u dystrybutora.
Składamy rower
W tym miejscu trzeba poświęcić chwilę na dobór podzespołów. Amortyzator w/g mnie zdecydowanie o sporym skoku (optimum 140-160mm), raczej nie większy niż 170mm. Damper z platformą byłby mile widziany chyba że komuś nie przeszkadza bujanie. Trzeba dodać, że ciśnienia w damperze będą duże ze względu na przesunięty w tył środek ciężkości. Chwili uwagi wymaga też sztyca – jarzmo przesunięte w tył powoduje dodatkowe przesunięcie tyłka ridera nad tylne koło (a jednocześnie większe obciążenie dampera – ja akurat wykorzystuję to celowo). Bardzo ważne jest mocowanie na sztywno pancerzy (bądź przewodu hydraulicznego) na odcinku między przednim trójkątem a górnymi rurkami wahacza. Otóż pozostawienie im luzu spowoduje, że podczas pracy zawieszenia pancerz ocierając o ramę będzie bardzo szybko się niszczył w miejscu ocierania (przy okazji będzie ścierał lakier z ramy).
Kompletny rower na tej ramie waży nieco ponad 14kg – w sumie nie za dużo biorąc pod uwagę skok (sama rama z damperem ok 3kg). Regularna cena ramy u polskiego dystrybutora to 1149 PLN, w promocji świątecznej spadła nawet do 999 PLN więc bardzo atrakcyjna. Moim zdaniem za te pieniądze sprzęt wart każdej wydanej złotówki. Za te pieniądze wybór wśród nowego sprzętu jest bardzo znikomy, dodając do tego 24 miesiące gwarancji, dostępność elementów zamiennych, łatwy dostęp do łożysk i prostotę serwisu wygląda na to, że to dobre rozwiązanie na budżetowe enduro.
Zapraszam do zerknięcia na galerię zdjęć Poisona Curary – znajdziecie tam dodatkowe opisy różnych szczegółów ramy (galeria otworzy się w nowym oknie) |